150 LAT NAZARETANEK

Śladami Franciszki Siedliskiej po Rzymie (46)

S. M. Beata Rudzińska

Piazza Farnese (1879 – 1880) – zimowe tygodnie

S. Gabriela Lubowidzka, opisując pierwsze tygodnie po wyjeździe Kapucynów, pisze że o. Gautrelet, który dawał Franciszce rekolekcje we Francji, polecił jej jako spowiednika innego Jezuitę, o. Golinelli, który w tym czasie posługiwał przy kościele Stygmatów św. Franciszka. Franciszka musiała już wtedy dość dobrze znać język włoski, skoro s. Gabriela dodaje: „My zaś, nie znając jeszcze dostatecznie włoskiego, spowiadałyśmy się u o. Felińskiego, zmartwychwstańca.” O. Golinelli odegrał jeszcze jedną ważną rolę w historii zgromadzenia, którego Założycielkę zaczął prowadzić. Według relacji naszej Kronikarki, na wieść o pragnieniach francuskich Jezuitów, by połączyć wspólnotę Franciszki Siedliskiej z Siostrami, u których mieszała w Lyonie, o. Golinelli „bardzo był temu przeciwny, mówiąc, że Nazaret powołany jest od Pana Boga, aby sam istniał, i że Bóg nie na to dzieło swoje w tak cudowny sposób do życia powołał i dotąd go prowadzi, aby ono miało zniknąć zlane w jedno z innym zgromadzeniem”. Takie przekonanie miało z pewnością ogromne znaczenie dla młodej Założycielki.

„Krzyżowe lata”, o których wspominał o. Ricciardi rozpoczęły się od szczególnie ostrej zimy, choroby Franciszki i kłopotów mieszkaniowych. Choć w Wiecznym Mieście rzadko pada śnieg a temperatura spada poniżej zera, to jednak rzymska wilgoć potrafi być bardzo dokuczliwa, szczególnie w takim mieszkaniu jak to przy Piazza Farnese. Możemy je sobie trochę wyobrazić dzięki opisowi s. Gabrieli:

„Mieszkanie nasze było zimne, bez słońca, bez sposobu ogrzania. Był to szereg ogromnych, wysokich pokojów z kamienną posadzką, z wielkimi oknami, które przez starość nie dostawały do ram, stąd zimno było nie do opisania. Matka nasza oddychała tym lodowym powietrzem. Paliłyśmy spirytus przy łóżku Matki lub też stawiałyśmy samowar gotujący się, aby choć odrobinę zmienić i złagodzić ostrość powietrza, ale cóż to znaczyło na tak wielki pokój.” Na kilka dni przed Bożym Narodzeniem stan zdrowia Franciszki tak się pogorszył, że wydawało się, że są to jej ostatnie godziny. Dwie Siostry pobiegły po o. Golinelli, a dwie po doktora, który postawił diagnozę: zapalenie płuc. Co prawda zagrożenie życia minęło po kilku dniach, ale choroba ciągnęła się jeszcze przez kilka tygodni.

Zalecenie doktora było jedno: jak najszybciej zmienić mieszkanie. Nie okazało się to jednak łatwe, bo kontrakt na wynajem kończył się dopiero za rok. Brat Stefan znalazł nawet szybko dość dobre lokum w dzielnicy Makao, ale mieszkanie trzeba było wynająć od razu. W momencie, gdy Brat relacjonował to Siostrom, zapukał do drzwi Monsignor Borroni mieszkający piętro wyżej, z informacją, że przybyły właśnie z Lizbony Kardynał Sanguigni, chętnie by zamieszkał w ich mieszkaniu… nawet od zaraz. Nie można było odczytać tego inaczej, jak tylko „pomoc od Pana Jezusa zesłaną”. Siostry natychmiast pojechały obejrzeć nowe mieszkanie, a s. Michaela porozmawiała w imieniu Franciszki z właścicielem domu. Pozostało tylko spisanie kontraktu i przewiezienie rzeczy, którymi również zajęła się s. Michaela. W tym samym czasie Franciszka kończyła spotkanie z zarządcą budynku przy Piazza Farnese, w czasie którego zerwała kontrakt i przekazała formalnie mieszkanie Kardynałowi Sanguigni. Jakież było zaskoczenie sióstr, gdy po paru godzinach zobaczyły s. Michaelę z rzeczami z powrotem przed domem. Nie przewidziały jednej rzeczy. Ale o tym w następnym odcinku…

Zdjęcie:
Plac Farnese, 1748 – Domena publiczna